Teresa Lipowska – Ambasadorka akcji Servier dla Serca

Była Pani ambasadorką trzeciej edycji ogólnopolskiej akcji profilaktyczno-edukacyjnej „Server dla Serca”. W tym roku przypada jej 10. jubileusz. To okazja do tego, by trochę powspominać. Czy pamięta Pani, co panią przekonało do zostania ambasadorem akcji siedem lat temu?

Ja biorę udział w wielu akcjach charytatywnych, ale tylko w tych, do których słuszności jestem przekonana. Uważam, że o zdrowym sercu należy mówić i o zdrowie serca dbać już od najmłodszych lat. Na co dzień ludzie nie myślą jednak o profilaktyce chorób – o tym, że trzeba odpowiednio żyć, być aktywnym fizycznie, zdrowo się żywić, regularnie badać. Zapominają, że mają serce. Akcje takie jak ta przypominają im o tym, zachęcają, by pomyśleli o zdrowiu swoim i swoich najbliższych, by zastanowili się czy żyją tak, żeby nie dopuścić do choroby wieńcowej, zawału, udaru.

Na czym na przykład poległo Pani ambasadorowanie? Czy spotykała się Pani z ludźmi odwiedzającymi Kardiologiczną Poradnie Servier, w której wykonywane są bezpłatne badania podczas akcji?

Miałam takie spotkanie w Warszawie. Przeważnie przychodzili ludzie w średnim i starszym wieku. Potwierdzali mi, że taka akcja ma sens, bo oni często nie zdają sobie sprawy z tego, że lata lecą i że swoim sercem należy się zainteresować – chociażby mierzyć ciśnienie, skonsultować się z kardiologiem, gdy coś nam dolega. Dlatego taka Kardiologiczna Poradnia Servier jest bardzo potrzebna. Dla wielu ludzi to jedyna okazja, by się zbadać.

A czy Pani sama pamięta na co dzień o profilaktyce chorób serca?

Kiedyś chciałam zostać lekarzem i mnóstwo moich kolegów i koleżanek to lekarze. Sporo wiem na temat medycyny i profilaktyki chorób, bo mnie to interesuje. Na co dzień staram się dbać o siebie, by nie być kiedyś ciężarem dla najbliższych. Regularnie wykonuję podstawowe badania. Mam 75 lat, ale często chodzę po 10 km, pływam, jeżdżę na rowerze. Robię to stale, mimo swojej zawodowej pracy. Nawet jak uczę się roli czy oglądam telewizję to wsiadam na rowerek stacjonarny, żeby być w jakimś ruchu. Staram się jak najwięcej przebywać na świeżym powietrzu i mieć kontakt z przyrodą.

Czy gdyby jeszcze raz zaproponowano Pani, by została Pani ambasadorem tej akcji to wyraziłaby Pani zgodę?

Tak. Dla mnie tak akcja jest mądra i potrzebna, będę ja popierała całym swoim sercem i jeśli w jakikolwiek sposób mogłabym pomóc – niekoniecznie jako ambasadorka – to zawsze służę swoją osobą.